15 lutego 2012

Zupa z bulw słonecznika bulwiastego

Wczoraj po raz pierwszy ugotowałam zupę z bulw słonecznika bulwiastego. W ogóle jadłam je po raz drugi. Farm Shop, w którym zamawiam warzywa online (i nie tylko) miał tez jerusalem artischoke - tak anglicy nazywają tę  roślinę, wiec je zamówiłam. Wszystkie warzywa  bio. W sumie nie wiem, czy tak naprawdę różnią się  smakowo. Niektóre tak, niektóre nie. Na przykład pomidory niczym się nie różnią po prostu beznadziejnie bezsmakowe. Bezpłciowe, nijakie. 


Pierwsze danie, które zrobiłam z bulw ( inna nazwa tej rośliny, to topinambur) to było pure. 10 minut gotowałam bulwy, na parze. Następnie wrzuciłam do miksera, dodałam masłokwaśną śmietanę, pieprz, sol (jedno i drugie świeżo zmielone) i liście tymianku. Smak bardzo ciekawy, trochę może za słodki. Ale taki jest smak topinambura - słodki. Holendrzy nazywają tę  roślinę również gruszka ziemniaczana (aardpeer) - całkiem trafna nazwa. A wczoraj zrobiłam zupęDzień wcześniej ugotowałam wywar z kurczaka i jarzyn (był wyśmienity). Następnego dnia do wywaru dodałam bulwy, gotowałam je około 10 minut. Wyjęłam je z wywaru, trochę przestudziłam i zmiksowałam razem z pietruszką , maślanką, sosem sojowym i sokiem z jednej cytryny. Świeży zmielony pieprz i voila  soupe servie à la table . Bardzo oryginalna i smaczna. Również bardzo eksplozyjna :-))

John Pilger i Kissinger

Obejrzałam wczoraj "Documentaries that changes the World" John Pilger i popadłam w złość, później w przygnębienie, a na końcu w beznadzieję . Polityka, wielkie kooperacje, układy, układziki, władza, przemoc, siła, kłamstwa, przemilczania, ludobójstwa, ogromna hipokryzja, głupota większości ludzi na tej planecie i ich ignorancja -  to wszystko i jeszcze więcej składa się na imponującą   mieszankę Tutti Frutti rzeczywistości, w której żyjemy. Przeszłości i teraźniejszość i niestety przyszłości. Homos, są i będą jednym wielkim zaprzeczeniem wszystkiego co nazywa sie prawda, szacunkiem, poszanowaniem i respektem. Co to za cywilizacja, w której dla ropy i zysku wybija sie i niszczy cale nacje, co w sumie jest obojętne dla większości, gdyż większość  nie zadaje pytań, tylko  wierzy w to co przekazują "demokratyczne"rządowe, oficjalne media. Tak łatwiej, zadawanie pytań kosztuje trochę energii, trzeba sie zastanowić, przemyśleć, przeanalizować, wyciągnąć wnioski. 
Dlaczego w demokratycznym kraju za niezapłacenie nawet malej sumy podatku dochodowego można zostać bardzo poważnie ukaranym. A polityk, który kłamie, oszukuje, bierze łapówki, kradnie i ma na sumieniu zbrodnie przeciwko ludzkości cieszy sie dalej wolnością, a po zakończeniu kadencji jako premier, prezydent czy sekretarz stanu, bedzie pisał wspomnienia, jeździł po świecie i zarabiał ogromne pieniądze dając odczyty, nie mówiąc już o rożnych lukratywnych posadach w zarządach wielkich kooperacji. Henry Kissinger, Maggi Thatcher , Ford, Bush Jr, Ronald Reagan, Toni Blair - to tylko parę nazwisk polityków, którzy powinni zostać skazani na ciężkie prace w kamieniołomach. Kissinger jest morderca nie mniejszym niz Hitler. Jako amerykanie zydowskiego pochodzenia powinien chyba miec troche empatii dla narodów, które się systematycznie wyniszcza. Ale on raczej z wielka satysfakcja przyczyniał sie do tego. Byc złym popłaca, być egoista popłaca, myśleć tylko o własnym ego popłaca. Jesteśmy tylko częścią natury. A natura jest okrutna. Oszukujemy się wmawiając sobie, ze jako istoty potrafiące myśleć abstrakcyjnie, jako ten najbardziej inteligentny w świecie zwierząt gatunek, jesteśmy lepsi i moralniejsi. Rzeczywiście -   historia to potwierdza!

28 stycznia 2012

Poranne mamrotanie

Jest sobota, zimno i słonecznie. Wysiadło elektryczne ogrzewanie w pokojach na gorze, więc jest tragicznie zimno. Przyciągnęłam piecyk gazowy i się ocieplam. W nocy budziłam się tylko cztery razy, wiec jest to duży sukces. Prawdopodobnie tylko dlatego tak mało, ze wzięłam proszek nasenny. Powinnam sie zabrać za jogę, ale moje ciało jest bardzo na nie, i wprost kurczy się do środka na słowo joga. Na szczęście mój mozg się nie poddaje terrorowi cielesnemu. Czasami marzy mi się bezcielesne istnienie, sam mozg i dusza. Dusza w sensie intuicji, ZEN, podświadomości, trzeciego zmysłu. Przeczytałam książkę Chuck Norris "The Secret Power Within". Nie przypuszczałam, ze ten człowiek jest taki mądry i inteligenty. Znam dużo dowcipów o Chuck Norris, ale jakoś nigdy nie traktowałam go poważnie jako autorytetu. Za stara już jestem na studiowanie martial arts, a szkoda. 10 lat temu byłam na paru lekcjach Tae Kwon Do, ale za każdym razem przychodziłam obita, obolała i zsiniała. A szkoda, bo martial arts kształtuje charakter. A ja zdecydowanie potrzebuje dyscypliny. Potrafimy narzekać na los, na brak szczęścia, na pogodę, na przeciwności, na rząd, rodziców i UFO. Ale najmniej narzekamy na siebie. Kiedy chcemy coś osiągnąć i dążymy do tego systematycznie, i robimy wszystko co możemy i najlepiej jak potrafimy, to osiągniemy wreszcie to o czym marzymy. To się sprawdza. Zen to prawda, która jest w nas.

9 grudnia 2011

Spaceship Earth - homo sapiens - kosmos.

Lubię czasami posiedzieć w kościele w Dunchideock. Jest pusto, nie ma nikogo, kościółek jest mały i bardzo stary (jego historia zaczyna się gdzieś pod koniec XII wieku). Duch księcia niebieskiego Michała czuwa nad tą wczesno-gotycką budowlą. Przychodzę żeby porozmawiać sama z sobą, czasami popłakać sobie, czasami podziękować kosmosowi za to, za to co mam i za to kim jestem. Mogło by być gorzej. Nie jestem wierzącą osobą ( wychowana w rodzinie katolickiej-tak), nie wiem sama w co mam wierzyć, kiedyś wierzyłam w ludzi. Ale dawno już przestałam wierzyć w siłę miłości, empatii, zwycięstwa dobra nad złem. Jeszcze potrafię zdobyć się czasami na wiarę w pojedyńczego człowieka, ale w masie jesteśmy straszni.


Przedwczoraj prowadziłam swój niekończący się dialog sama z sobą i Buckminster Fuller. Był to geniusz, szczyt człowieczeństwa, dobroci i wiary. Wierzył bezgranicznie w siłę miłości, w siłę człowieka, w wielką misję, którą my homo sapiens mamy do spełnienia w Kosmosie. Nazywał naszą planetę „Spaceship Earth” – Statek Kosmiczny, Ziemia. Ja uważam, że humans są niczym innym jak wirusem w kosmosie. I tak jak każdy wirus potrafimy leczyć i niszczyć. Jesteśmy czasami potrzebni a czasami całkowicie zbędni. Są jednostki, które są tym dobrym i koniecznym wirusem, ale większość jest niestety całkowicie negatywna i raczej niszcząca. W sumie ciężko mi jest żyć z tym przekonaniem. Tak jak Lem raczej nie mam żadnej iluzji co do naszego gatunku ludzkiego.

Żeby się podbudować czytam książki Bucky – Buckminster Fullera, wchodzę na drzewa i wskakuję w środek kałuży. Przestaję wtedy się zastanawiać jaki to wszystko ma sens, dlaczego jest tyle cierpienia, biedy, nieszczęścia i nienanawiści.

Kałuże to jest to, za każdym razem kiedy widzę ogromną akumulującą się plamę wody na ulicy, chodniu, drodze, to nie mogę sie powstrzymać i muszę wskoczyć. Jest to fascynujący moment kiedy rozbudza się zjawisko zwane kałużą. Wskakuję w środek i budzę do życia ten żywioł i obserwuję jak jedność rozpada się na tysiące małych organizmów, komórek, atomów, cząstek. Po to tylko, żeby znowu zorganizować się na nowo. Tak jak u nas homos, rewelucje, niszczenia, wojny, odbudowa, twrzenie, narodziny i śmierć. Jesteśmy cząstką kosmosu.

23 listopada 2011

Czystość i brud w Średniowieczu

Piszę scenę do scenariusza, dzieje się w czasach średniego Egiptu i przeszukuję net. Przypadkowo trafiłam na ten artykuł i jest tak ciekawy, ze go skopiowalam.

Źródło:http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6809
Autor tekstu: Wiesław Jaszczyński
(........................)
Czystość i brud — Higiena ciała od średniowiecza do XX wieku, tlum. z francuskiego, wydawnictwo WAB Warszawa 1998 i Katherine Ashenburg, Historia brudu, tłum. z angielskiego, wydawnictwo Bellona 2009r.
O ile pierwsza ogranicza się do opisu zjawisk związanych z higieną osobistą na przestrzeni ostatnich stuleci to Katherine Ashenburg stara się również wyjaśnić przyczyny takiego zaniżenia stanu higienicznego począwszy od starożytnych Greków. Cytuję fragment za autorką:
Pewien arabski ogrodnik z Tysiąca i jednej nocy prosto i bez ogródek wyjaśnia przyczyny niechlujstwa chrześcijan:
„Nigdy się nie myją, ponieważ, w chwili narodzin, ponurzy mężczyźni w czarnych szatach oblewają im głowy wodą, i ta ablucja, której towarzyszą dziwaczne gesty, uwalnia ich od obowiązku mycia się do końca życia".

Oczywiście twierdzenie jakoby chrzest zwalniał chrześcijan od późniejszej dbałości o higienę było częściowo żartem, ale daje wyobrażenie o tym jak średniowieczni muzułmanie postrzegali mieszkańców Zachodu.
"Ten, kogo chrzest oczyścił nie musi się kąpać po raz drugi".

Św. Hieronim
Dalej autorka pisze o chrześcijańskiej dychotomii między tym co wewnątrz a tym co na zewnątrz, między ciałem i duchem. W chrześcijaństwie nastąpiła ogromna dewaluacja higieny ciała, a cała uwaga skierowana została na ducha. Dość wcześnie kąpiele i łaźnie zaczęły być uważane za powody i siedlisko rozpusty. W jednym z klasztorów w Betlejem przeorysza przestrzegała swoje mniszki: Czyste ciało i suknia kryją nieczystą duszę. Umartwianie się i katowanie własnego ciała było uprawiane przez wszelkiego rodzaju pustelników, świętych i mnichów. Brud stał się chrześcijańskim atrybutem świętości — str. 54.

W tym miejscu wystarczy poczytać żywoty świętych. Kult brudu zapanował w Europie na stulecia i zaowocował epidemiami wielu chorób wyniszczających kontynent. Na dworze francuskim prawie nie używano wody jedynie zmieniano ubiory na czyste i wyprane, kiedy ciało pozostawało całkowicie brudne. Eleganckie było używanie małego kowadełka i młoteczka do zabijania wszy lęgnących się bardzo łatwo w tych warunkach. Wydostanie się z okowów tego typu myślenia odbywało się z wielkim trudem i trwało bardzo długo. Stan higieny przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych można ocenić z następującego wierszyka (do porównania z artykułem Hemorrhoidy)
ZA POTRZEBĄ
Bądź mi czystą i miłą, cna dziewico
Łacnie przywrócisz uśmiech na me lico
Sięgnąć racz jeno niekiedy bez biczy
Po papier do tyłka i gąbkę do piczy.
Song, John Wilmot, ca 1680.
Uważam, że książka Katherine Ashenburg jest naprawdę interesująca i warto po nią sięgnąć."

22 listopada 2011

I love you Poland

Szkoda, że my Polacy nie potrafimy być dumni I kochać swój kraj w taki sam sposób jak Anglicy kochają siebie i Wielką Brytanię. To znaczy: nie dramatycznie, nie nacjonalistycznie, nie martyrologicznie, ale tak po prostu z respektem, z dystansem, ale bezwarunkowo. Trzeba dbać o tradycję i miejsca historyczne, ale nie dramatycznie. Kochać Polskę za to, że jest piękna i za to, że czasami jest byle jaka. Bo taka jest Polska. Ale ostatnio w moich oczach Polska stała się ładna, pięknieje z dnia na dzień. Ludzie są ogólnie bardzo sympatyczni, dobrze wykształceni, kreatywni, potrafiący się znaleźć w każdej sytuacji realistycznej i surrealistycznej. OK, może pijemy za dużo alkoholu, może jemy za dużo, może czasami zachowujemy się po prostacku i chamsku. Ale co z tego. Nie ma idealnej nacji. Tacy jesteśmy, pokochajmy siebie. Wybito nam warstwę inteligencką w czasie wojny i po wojnie. Większość z nas to inteligenci z drugiego albo z trzeciego pokolenia. Trzeba być cierpliwym i pozwolić czasowi odbudować i tworzyć nowe. Bądźmy pozytywni i dumni w pozytywnym tego slowa znaczeniu.
Denerwuje mnie jedna rzecz, że wszyscy ciągle narzekają, bez końca. Nie potrafią spojrzeć pozytywnie i cieszyć z tego co jest, cieszyć się chwilą. Na pewno powinniśmy być bardziej solidarni, mniej skorumpowani i bardziej tolerancyjni. Ale w sumie, to przecież nie jest tak źle. Nie ma idealnego narodu, każdy kraj ma swoje afery, kryminalistów, swój plebs, swoich Kiepskich i Konopielków, patologie, wirusy i bakterie trudne do wyleczenia.
Spotkałam w Warszawie przyjaciół mojego syna, wszyscy urodzeni poza Polską, tak jak moje dzieci, i wszyscy zakochani w Polsce (OK, sporo przede wszystkim jest zakochanych w polskich dziewczynach!) A jeśli ktoś jest nieszcześliwy, niezadowolony to przecież żyje w wolnym świecie i może wyjechać i szukać szczęćcia gdzie indziej. Ale z mojego doświadczenia (w Polsce żyłam krócej niż poza nią) mogę stwierdzić, że szczęście można znaleźć tylko w nas samych.
Sopot noca
Ale odbiegam od tematu. Przestańmy się męczyć i dręczyć, żadnych kompleksów, polska młodzież jest zdecydowanie lepiej wykształcona i przygotowana do życia niż angielska, nie mówiąc już o poziomie młodzieży holenderskiej. Rośnie nowe pokolenie, pozbawione kompleksów z powodu biedy i braku wszystkiego. Poza tym szczęście nie polega na tym żeby mieć, ale na tym żeby być!
Malbork
Gdansk

Gdynia




Gdynia
Arturowek - Lodz





Glowa sledzia na chodniku - to jest autentyczne, żaden foto montaż


Mikus i Monika - rodzinna impreza
Gosia - piekne sa polskie dziewczyny
Warszawa - wszyscy wiedza co to jest za budowla
Staram sie objac soba te kolumne

Salatka grecka ala Gosia
Zacheta - 2009






20 listopada 2011

Wszystkich Świętych - Cmentarz na Dołach w Łodzi - 2011

Wszystkich Świętych w Polsce jest  świętem kościelnym/ a może już nawet narodowym. Jest to bardzo specjalny dzień, gdzie wszyscy bliscy i dalecy spotykają się na cmentarzach, spędzają całe godziny nad grobami bliskich. Zapalają znicze, kładą kwiaty na grobach, wspominają, modlą się (ci wierzący), niektórzy 'pociągają' sobie z piersiówek nalewki albo nawet bardziej ekskluzywne trunki, za zdrowie bliskich nieżyjących przyjaciół.
Spotyka się krewnych, których widzi się tylko przy specjalnych okazjach, takich jak Wszystkich Świętych, wesela czy pogrzeby. Cmentarze w te kilka dni przed, w trakcie i po (bo są jeszcze Zaduszki) wyglądają jak gigantyczne kolorowe kwiatowe ogrody, ale takie specjalne. Nie tylko pełne kwiatów o rożnych maściach i kolorach, ale też rozjaśnione światłem zniczy i świeczek,  przeróżnych kształtów, wielkości i kolorów.Od gigantycznie drogich do śmiesznie tanich i prostych. To prawda, ze jest bardzo tłoczno, ze trudno czasami przejść, że trzeba sie przepychać, że czasami człowiek się czuje jak na bazarze w szczycie szaleństwa oszalałych shopoholików. Ale kiedy zapada już zmrok i ludzie, aleje, drzewa, groby, kwiaty, wiewiórki i wszystko dookoła odchodzi w ciemność godzin i cały ten tłum odwiedzających staje się nieistotny, to te tysiące palących się zniczy - symboliczne światło życia i pamięci o zmarłych - zamieniają  polskie cmentarze w  miejsca magiczne. Śmierć, miłość, pamięć i życie łączą się w jedno. Umarli stają się żywymi, a żywi staja się umarłymi. 
Polska nagle staje się najbardziej surrealistycznym i magicznym miejscem na ziemi. Cmentarze (śmierć) stają się zaczarowanym, baśniowym i nierealnym miejscem. A śmierć na te kilka chwil  godzi się z życiem.  

A tutaj kilka zdjęć (rodzinnych) z cmentarza w Łodzi na Dołach z 1go listopada 2011 roku. 


























31 października 2011

Warszawa, październik 2011 - reminiscencje z jednego dnia

Jeden z normalnych niedzielnych dni w Warszawie - pusto i spokojnie. Za to bardzo jesiennie i kolorowo. Trochę brudu, trochę niespodzianek i przepiękne jesienne Łazienki.
Reminiscencje z niedzieli - 30 październik 2011 - w zdjęciach.