O niczym i o eutanazji.

Lesiu konczy 25 lat dzisiaj. Urodzil sie w nocy, chyba byla 1 nad ranem.
Stopa nadal mnie boli, jeszcze dwie noce, i trzy dni i zdejma mi gips. Stopa puchnie, gips uciska, blizna jest swieza wiec boli i takie bledne kolo. Dobrze, ze istnieja proszki na senne, chociaz po 3 razach przestaja juz na mnie dzialac. Dzisiaj obudzilam sie w nocy raz i spalam tylko do 6.

Uwazam, ze eutanazja jest czyms bardzo pozytecznym i humanitarnym. I cala ta dogma, doktryna i hipokryzja kosciola katolickiego i chrzescijanskiej etyki zupelnie jest mi obojetna. Zycie jest swiete? Rzeczywiscie, i zwlaszcza dla kosciola chrzescijanskiego! Nie bede przytaczac faktow z historii bo to juz jest nudne.
Najwieksze dobro to jest wlasna wewnetrzna wolnosc i mozliwosc stanowienia o sobie. Nie dosc, ze niepytani sie rodzimy, niedosc, ze przecietne zycie przecietnego czlowieka jest mozolne, nudne, uwarunkowane, uzaleznione, zniewolone, trudne i czesto bezsensowne, to jeszcze nie wolno do tego stanowic o swoim zyciu?
Jakim prawem ktos moze zabronic nam stanowienia o sobie? Chyba lepiej ulegalnic praktyke eutanazji i pozwolic ludziom zejsc w sposob "godny". Ale bezsens! Godne zejscie, smierc jest smiercia, czy w sposob godny czy nie. Chyba jedyny moment kiedy wszyscy sa rowni.

Jescze nie mam ochoty pozbawic sie zycia, ale na pewno kiedys taki moment nastapi, i nie bede pytac sie o pozwolenie nikogo. Bardzo egoistycznie postapie i po prostu sie usmierce.

Komentarze

Popularne posty